Ale przyszłość kryła w sobie nieznane niebezpieczeństwa i groźne pułapki. Dyvim Tvar współczuł Elrykowi i nie chciał psuć mu dobrego nastroju. Długo rozmawiali o ekwipunku, jaki trzeba zabrać na wyprawę do tajemniczych krain Oin i Yu; snuli domysły, jak duży jest Okręt, Który Żegluje Ponad Lądem i Morzem, ilu ludzi zabierze, jakie zapasy powinni załadować na pokład. Omawiali jeszcze mnę, równie ważne sprawy. Udając się na spoczynek, Elryk nie przejawiał już tego znużenia, jakie zawsze towarzyszyło jego krokom. Dyvim Tvar, który życzył mu dobrej nocy, doznał tego samego uczucia, jakie ogarnęło go na plaży, gdy obserwował Elryka rozpoczynającego zawodzenie psalmów. Być może nie bez przyczyny powiedział mu o swoich synach. Coś go bowiem ostrzegało, że Elryk przypomina chłopca oczekującego na zabawę, która mogła nie przynieść mu spodziewanej radości. Dyvim Tvar szedł do swoich komnat, usiłując pozbyć się tych myśli. Elryk mógł winić się za wszystko, co stało się z Yyrkoonem i Cymoril, ale Dyvim Tvar zastanawiał się, czy on także nie ma w tym swego udziału. Może należało z większą siłą i przekonaniem starać się o zdobycie wpływu na młodego cesarza.

(Reklama: )
