Na lądzie zaś, o ile mi wiadomo, nie ma żadnych prądów, które by nas poniosły. Ale spójrz podniósł dłoń wiatr dmie w żagle! I rzeczywiście żagle załopotały i napięły się, aż zaskrzypiały lekko maszty. Elryk wzruszył ramionami i rozłożył ręce. Może musimy powiedzieć: „Okręcie, jesteśmy gotowi do drogi” rzekł. Sprawiło mu przyjemność zdumienie, jakie odmalowało się na twarzy Dyvima Tvara. Statek ruszył z miejsca, pochylając się gwałtownie na bok. Zaraz jednak powrócił do poprzedniego położenia i dalej sunął już równo jak po spokojnym morzu. Ujrzawszy dokąd zmierzają, Dyvim Tvar odruchowo chwycił się balustrady. Płyniemy prosto na mury miasta! Elryk przeszedł szybko na środek rufy, gdzie znajdowała się dźwignia przymocowana poziomo do zapadki, połączonej z trzpieniem obrotowym. Był prawie pewien, że to urządzenie sterownicze. Ujął dźwignię jak wiosło i pchnął ją o jeden, może dwa nacięcia na kole. Okręt zareagował natychmiast i skierował się ku innej części muru. Elryk pociągnął dźwignię z powrotem i statek pochylił się na burtę z lekkim oporem, zawrócił i popłynął ponad wyspą. Elryk roześmiał się, zachwycony. Widzisz, Dyvim Tvar, jakie to proste? Wystarczy pomyśleć!

(Reklama: )
