Testy o wszystkim (Reklama: ,)

Wolałbym jednak, byśmy dosiadali smoków odparł Dyvim Tvar, wciąż pełen nieufności. Ostatecznie to tylko zwierzęta i można je zrozumieć, podczas gdy cała ta magia niepokoi mnie. Tego nie powinien mówić pan z Melniboné! zawołał Elryk, przekrzykując świszczący na wantach wiatr, skrzypienie wręg statku i łopot wielkich białych żagli. Może i nie zgodził się Dyvim Tvar. Może to tłumaczy, dlaczego stoję teraz obok ciebie, panie. Elryk rzucił przyjacielowi zdziwione spojrzenie, po czym zbiegł na dolny pokład. Chciał znaleźć sternika, którego mógłby nauczyć, jak kierować statkiem. Okręt mknął ponad skalistymi zboczami i pędził w górę porosłych jałowcem wzgórz, skracał drogę przez lasy i płynął dostojnie nad trawiastymi równinami. Poruszał się jak nisko lecący sokół, który szukając zdobyczy, trzyma się blisko ziemi, ale posuwa się naprzód z niewiarygodną szybkością, jednym niedostrzegalnym ruchem skrzydła zmieniając kierunek lotu. Żołnierze z Imrryru tłoczyli się na pokładach, zdumieni lotem ponad ziemią. Trzeba było mocnych szturchańców, aby doprowadzić wielu z nich na wyznaczone im stanowiska na masztach i pokładach. Jedynym, który zdawał się nie dostrzegać w okręcie nic nadzwyczajnego, był żołnierz pełniący funkcję bosmana.

(Reklama: )