Jeśli Władca Korzeni powstrzymuje nasz lot, to boję się nawet myśleć, jak szybko będziemy podróżować, gdy dotrzemy do wody! zawołał do Dyvima Tvara. Pan Smoczych Jaskiń powoli odzyskiwał dobry humor. Wiatr rozwiewał długie, piękne włosy wokół jego twarzy, a on uśmiechał się do przyjaciela. Tak, wszystkich nas zmiecie z pokładu do morza! I wówczas, jakby w odpowiedzi na ich słowa, statek zaczął nagle przyśpieszać. Jednocześnie kołysał się mocno na boki, jakby pochwyciły go potężne wiry. Sternik zbladł i naparł na dźwignię, usiłując odzyskać panowanie nad statkiem. Rozległ się krótki, straszliwy krzyk i jeden z żeglarzy runął z najwyższej rei głównego masztu, uderzając ciężko ciałem o pokład. Usłyszeli trzask łamanych kości. Okręt zakołysał się jeszcze raz czy dwa, po czym niepokoje ustały i popłynęli dalej. Elryk popatrzył na leżącego u jego stóp żeglarza. Radosny nastrój uleciał nagle. Zacisnął dłonie w czarnych rękawicach na poręczy burty.

(Reklama: )
