Niewielkie wprawdzie było prawdopodobieństwo, by po rozgromieniu floty barbarzyńców ktoś odważył się zaatakować Melniboné, ale rozsądek nakazywał stosować wszelkie środki ostrożności; zwłaszcza teraz, gdy książę Yyrkoon poprzysiągł zdobyć Imrryr. Dyvim Tvar zwołał też ochotników spośród weteranów dawnych wojen i sformował z nich specjalny oddział. Nikt nie rozumiał, dlaczego to robi. Przyglądający się załadunkowi uważali, że wojownicy ci nie przydadzą się na nic w czasie wyprawy. Ponieważ jednak byli równie bezużyteczni, gdyby przyszło bronić miasta, mogli wyruszyć bez szkody dla Imrryru. Ich też pierwszych wprowadzono na pokład. Ostatni wspiął się na statek sam Elryk. W czarnej lśniącej zbroi odwrócił się, pozdrowił dumnym gestem miasto i rozkazał, by wciągnięto trap. Dyvim Tvar czekał na niego na tylnym pokładzie. Zdjął rękawicę i przesunął gołą ręką po drewnianej poręczy o osobliwej barwie. Przeznaczeniem tego okrętu nie jest wojna powiedział. Nie chciałbym, by stała mu się krzywda. Jak może mu się coś stać? zapytał spokojnie Elryk, gdy Imrryrianie wspięli się na reje i zaczęli stawiać żagle. Czyż Straasha pozwoliłby na to? Albo Grome? Nie lękaj się o Okręt, Który Żegluje Ponad Lądem i Morzem, Dyvim Tvar.

(Reklama: )
